Strony

środa, 22 kwietnia 2015

Zakupy: kwiecień (cz.I)

Co miesiąc pokazuję Wam moje zakupy w jednym poście. Tym razem postanowiłam dziś pokazać Wam jakie kosmetyki pielęgnacyjne kupiłam, a w oddzielnym poście kolorówkę, ponieważ liczę na promocje w Naturze i Rossmannie.


O kosmetykach pielęgnacyjnych do twarzy z L'Oreal ostatnio było coraz głośniej w sieci. Dużo dziewczyn je zachwalało. Mój krem do twarzy na dzień się skończył, więc postanowiłam zakupić krem Skin Perfection. Do koszyka wpadło też serum z tej samej serii. Akurat natknęłam się na promocję w Hebe, gdzie przy zakupie dwóch kosmetyków z tej linii, drugi był o połowę tańszy.


Ostatnio moje paznokcie nie wyglądają najlepiej, dlatego postanowiłam zakupić olejek rycynowy. Ścięłam je na krótko, nie maluję ich i próbuję jakoś uratować. Olejek rycynowy dodaję też do olejku bazowego w OCM.


Dwa ostatnie kosmetyki to szampony do włosów. Czasem mam problem z podrażnioną skórą głowy, dlatego wybrałam szampon Trzy zioła z ekstraktami z nagietka, brzozy i krwawnika. Kupiłam także szampon z serii Fresh energy z ekstraktem z melisy cytrynowej z Nivea. Zbiera różne opinie, dlatego postanowiłam zobaczyć, jak sprawdzi się u mnie.


I to już wszystkie kosmetyki do pielęgnacji, jakie kupiłam w tym miesiącu. Nie planuję nic więcej kupić. Jak już wspominałam, postaram się napisać drugą część tego postu, tylko z kolorówką. Liczę na promocje w Rossmannie i Naturze - chcę kupić m.in. korektor, tusz do rzęs, cienie i może jakiś lakier. Podkładów ani pudrów nie potrzebuję, bo mam na tyle, że spokojnie wystarczą mi do kolejnej takiej promocji.


Napiszcie, czy miałyście któryś z tych kosmetyków i jak się sprawdził. A może też niedawno kupiłyście kosmetyki z nowej serii z L'Oreal? Jeśli macie jakieś porady, jak poradzić sobie z rozdwajającymi paznokciami, proszę napiszcie w komentarzu.

czwartek, 16 kwietnia 2015

3 kosmetyki kolorowe, o których zmieniłam zdanie


Dzisiaj postanowiłam opowiedzieć Wam o trzech kosmetykach do makijażu, o których początkowo miałam złe zdanie, nie sprawdziły się, nie odpowiadały mi. Z różnych względów przekonałam się do nich i dałam im jeszcze jedną szansę. Zapraszam do czytania dalej!




Podkład, który widzicie w tym poście zna chyba każdy. Większość opinii jest pozytywnych i wiele osób uważa go za jeden z lepszych podkładów kryjących. Mowa tu o Colorstay z Revlon (mój kolor to 150 Buff). Kupiłam go zachęcona tymi opiniami i niestety początkowo byłam zawiedziona. Wspominałam Wam kiedyś, że użyłam go na większe wyjście i nie takiego efektu się spodziewałam. Podkład podkreślał suche skórki i był widoczny na twarzy. Nawet mój chłopak go zauważył i od tamtej pory, gdy tylko miałam go na twarzy mówił, że jednak woli bardziej naturalny efekt - także coś było na rzeczy. Aplikowałam go na różne sposoby - gąbeczką i pędzlem i jakoś nie chciał dobrze współgrać.

Odstawiłam go i przez dłuższy czas nie sięgałam po niego. Muszę teraz zaznaczyć, że zmieniłam pielęgnację twarzy, teraz mam o wiele mniej niedoskonałości, suchych skórek i moja cera i właściwie nawilżona. Dałam temu podkładowi jeszcze jedną szansę, nałożyłam go palcami, przypudrowałam, a następnie spryskałam twarz wodą termalną i jakie było moje zdziwienie, gdy przyjrzałam się swojej twarzy. Piękna, wyglądająca na wypoczętą, ujednolicona i wygładzona. Myślę, że to przede wszystkim zasługa pielęgnacji ale i odpowiedniego nakładania. Co do trwałości nadal mam małe zastrzeżenia, ale i tak jest dobrze - spokojnie wytrzyma na twarzy ok. 7-8 godzin bez poprawek, a nawet dłużej, jeśli odciśniemy nadmiar sebum i/lub przypudrujemy twarz..



Pomadki marki Rimmel są bardzo znane i lubiane przez wiele dziewczyn. Ja mam w swoich zbiorach słynną pomadkę z serii by Kate nr 16. Jest to róż z domieszką koralu. Kolor bardzo mi się podobał, jednak gdy tylko nałożyłam ją na usta, podkreślała wszystkie skórki i miałam wrażenie, że się warzy

Niedawno zaczęłam używać ją ponownie i gdy tylko mam ładnie wypielęgnowane usta, wygląda na nich naprawdę dobrze. Szczególnie lubiłam ją wklepywać palcem, wtedy była mniej widoczna, efekt był bardziej naturalny i nie było tego warzenia się. Teraz jestem z niej zadowolona na tyle, że mogę ją używać, już nie leży w czeluściach szuflady i coraz częściej po nią sięgam.



Robiąc jakieś większe zamówienie na cocolicie wrzuciłam do koszyka mozaikę bronzujacą z MUA. Dwa-trzy razy jej użyłam i odłożyłam ją na półkę. Nie podobały mi się jej kolory, miałam wrażenie, że nie pasują mi, są za ciepłe.

W kwietniu sięgnęłam po nią ponownie i trzeba przyznać, że pigmentacja jest naprawdę dobra, wystarczy odrobina, a pędzel i tak trzeba otrzepać z nadmiaru. Zaczęłam używać jej do konturowania (głównie nosa, czoła itp.) i efekt spodobał mi się na tyle, że sięgam po nią coraz częściej. Jednak używam naprawdę małej ilości, po czym dobrze rozcieram, mam wrażenie, że nos wydaje się być smuklejszy. Mozaika jest w porządku, można też ocieplać nią twarz, choć ostrzegam, że dla bladziochów może być za ciemna i za ciepła - ja nadal szukam ideału, ale ten produkt nie jest zły, mam go w swoich zbiorach, to staram się go wykorzystać.



To są trzy produkty, o których zmieniłam zdanie na plus. Mam nadzieję, że taki wpis przypadnie Wam do gustu. Jeśli będziecie chcieli to będę konturować tę serię, mogę także napisać o kosmetykach, które początkowo wydawały się hitem, a okazały się bublem. Myślę tu nie tylko o kolorówce, ale także o kosmetykach pielęgnacyjnych.


Koniecznie napiszcie, czy miałyście któryś z tych kosmetyków i co o nich myślicie. A może od początku przypadły Wam do gustu? 

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Kompletne zaskoczenie - pielęgnacja ust na wysokim poziomie

W poście z marcowymi zakupami widziałyście kilka kosmetyków marki Alterra. Od razu zabrałam się do testowania, jak tylko trafiły w moje ręce. Zaczęłam od olejku (o którym napiszę niebawem), a także rumiankowej pomadki do ust, o której dzisiaj będzie mowa.


Balsam do ust jest w typowym dla pomadek opakowaniu, jest to sztyft, pojemność to 4,8g, natomiast koszt to ok. 5zł. Ja kupiłam ten balsam w Rossmannie. Jest dosyć twarda i zbita, jednak w kontakcie z ustami jest nieco bardziej plastyczna i dobrze się ją aplikuje. Ma żółtawy kolor, zapach lekko wyczuwalny, ale zupełnie mi nie przeszkadza.

Na opakowaniu mamy następującą informację: Każdy rodzaj skóry wymaga indywidualnej pielęgnacji. Pomadka pielęgnacyjna Alterra dostarcza delikatnej skórze ust kojącego ekstraktu z rumianku BIO i wyszukanej kombinacji wartościowych olejów roślinnych. Dodatkowo nawilża i dogłębnie pielęgnuje. Nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów, substancji konserwujących, silikonów, parafiny.


Zacznę od tego, że moje usta są bardzo wymagające. Przetestowałam już mnóstwo balsamów do ust, które miały pielęgnować i chronić usta. Jednak do tej pory nie znalazłam ideału. Smarowałam grube warstwy na noc, czy to masełkiem z Nivea czy maścią z witaminą A i rano moje usta jeszcze jako tako wyglądały, ale w ciągu dnia znowu były suche i popękane. Przez to większość pomadek wyglądało po prostu źle na moich ustach, sądziłam, że to ich wina, że to one wysuszają, że powinny być bardziej nawilżające, ale powiedzmy sobie szczerze, większość pomadek w jakimś stopniu wysusza, a na niewypielęgnowanych ustach raczej wszystko wygląda źle.

I jakże byłam zaskoczona, gdy po nałożeniu tej pomadki moje usta były gładkie. Jak chyba nigdy dotąd. Nałożyłam wtedy różową pomadkę, którą spisałam na straty, bo zawsze podkreślała suche skórki i eureka - wyglądała przepięknie i co najważniejsze utrzymała się kilka dobrych godzin.
Myślę, że to zasługa zarówno tej pomadki jak i pielęgnacji twarzy olejami. Jednak przez kilka dni nie używałam oleju a tylko ten balsam i usta były nawilżone i wygładzone.

Jak na razie jestem pod wrażeniem jej działania i szczerze Wam ją polecam. Zaczęłam używać tę pomadkę też na rzęsy (głównie dlatego ją kupiłam), a tu taka niespodzianka, na ustach spisuje się świetnie! Jeśli chodzi o efekt na rzęsach, to myślę, że za jakieś 2 miesiące napiszę o tym więcej jak już dobrze ją przetestuję.


Uważam, że to naprawdę godny polecenia produkt. W dodatku jest tania i łatwo dostępna, drogeria Rossmann jest w wielu miastach. Jak już wspominałam na moich wymagających ustach sprawdziła się świetnie, teraz czas na rzęsy, zobaczymy czy i jak się sprawdzi.


Miałyście ten balsam do ust? Jakie jest Wasze zdanie na jego temat? A może macie już ulubieńca do pielęgnacji ust?

środa, 8 kwietnia 2015

Aloesowy wybawca

Od dawna szukam maski idealnej. Ciągle testuję coś nowego, szukam produktów, które sprawdziłyby się na moich włosach. Tak trafiłam na aloesową maskę Natur Vital. Było o niej naprawdę głośno w blogosferze, dlatego zdecydowałam się na ten zakup.


Maska znajduje się w pojemniku, który ma otwierane wieczko. Można także odkręcić całą górną część - jak kto woli. Opakowanie zawiera 300 ml produktu i kosztuje 22 zł w drogerii Natura. Czasem jest na promocji, mnie udało się ją kupić za około 16zł. 


Kupiłam ja ze względu na obietnice producenta i skład. Wysoko w składzie mamy sok z liści aloesu i ekstrakt z owoców jałowca. Producent zapewnia, że maska nie zawiera barwników, silikonów, parabenów ani olei mineralnych.

Maska ma dosyć ładny, aloesowy zapach. Mam wrażenie, że zapach jest o wiele bardziej naturalny, ale i intensywniejszy niż zapachy używanych przeze mnie dotychczas masek. Nie każdemu może się spodobać, ale ja się do niego przyzwyczaiłam.


 Konsystencja maski jest kremowa, nie za gęsta ale i nie przecieka przez palce. Ja nakładam sporo produktu na włosy, ale maska jest wydajna a opakowanie na tyle duże, że spokojnie wystarczy jeszcze na kilkanaście użyć.


Kupiłam ją z zamiarem stosowania na całej długości włosów. Nakładałam ją na kilkanaście minut, a następnie obficie spłukiwałam wodą. Włosy były po niej bardzo miękkie, ale i puszyste. W zależności od tego, czego potrzebowały - raz były gładkie a raz nieco spuszone. Nie zauważyłam, żeby przesuszała moje włosy, jednak spodziewałam się lepszego efektu. Maska nie jest zła, ponieważ nie robi mi krzywdy, nawilża włosy, ale po tylu zachwytach oczekiwałam efektu wow. A okazała się być dobrym produktem, jednak postawiłabym ją na równi z innymi maskami (np. Kallos, Biovax...). Moje włosy są wysokoporowate, więc być może o wiele lepiej sprawdzi się na włosach niskoporowatych.

Jednak nie mogłam darować sobie, że maska jest taka normalna, przeciętna i postanowiłam kolejny raz dać jej szansę. Tym razem zastosowałam ją na skórę głowy, która jest wrażliwa, a przy okazji była była podrażniona i piekła. Nałożyłam produkt i delikatnie wmasowałam w skalp. Po kilkunastu minutach spłukałam wodą. Pierwsze co zauważyłam  - włosy u nasady były lekko uniesione, nie oklapnięte, co bardzo mnie ucieszyło. Były miękkie i gładkie. A co najważniejsze - skóra była uspokojona i nie piekła tak jak wcześniej. Zabieg ten powtarzam, gdy tylko jest podrażniona i za każdym razem radzi sobie naprawdę dobrze.



Ze względu na to, że łagodzi podrażnienia skóry głowy i unosi włosy od nasady na pewno kupię ją ponownie. Uważam, że warto ją wypróbować, sprawdzić zarówno na włosach jak i skalpie. Być może będziecie zadowolone tak jak ja z tego produktu.


Napiszcie, czy miałyście ten produkt i jak się u Was sprawdził. A może polecacie jakiś inny kosmetyk pielęgnacyjny z aloesem.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Makijaż oka w stanie nienaruszonym? Czy baza z Lumene pobiła mojego ulubieńca?

Pomalowane powieki to nieodłączny element mojego makijażu. Jednak moje powieki są dosyć niesforne i kłopotliwe, dlatego konieczna jest baza pod cienie. Jest to produkt, który nie tylko ma wydłużać trwałość makijażu oka, ale także sprawiać, że cienie się nie rolują oraz nie tracą intensywności koloru. Moją ulubioną bazą pod cienie jest baza z Hean. Recenzja [tutaj]. Używałam ją bardzo długo i gdy się skończyła, postanowiłam wypróbować coś innego. Padło na znaną bazę z Lumene.


Baza z Lumene, w przeciwieństwie do bazy z Hean, która była w słoiczku, jest w tubce, więc jest to o wiele bardziej higieniczne rozwiązanie. Tubka jest zakręcana, bez problemu możemy dozować odpowiednią ilość produktu. Opakowanie mieści 7 gram produktu i baza od otwarcia jest ważna przez 24 miesiące. Ja kupiłam ją na stronie ladymakeup.pl i zapłaciłam 29,50zł. Na innych stronach kosztowała o wiele więcej, widziałam ją nawet za 42zł! Jeśli porównać ją z bazą z Hean, to pojemność jest dwa razy mniejsza, a cena ponad 2 razy wyższa.


Baza ma żółtawy kolor, zbliżony do ocienia skóry, dlatego ładnie wyrównuje koloryt powieki. Jest plastyczna, w miarę dobrze się ją rozprowadza, jednak jest bardziej tępa niż wspomniana baza z Hean, która była jakby silikonowa i sunęła wręcz po powiece. Dobrze jest rozgrzać ją trochę w palcach i dopiero aplikować na powieki. Nie należy nakładać jej zbyt dużo, wystarczy odrobina, ponieważ gdy nałożymy za dużo może nieestetycznie się rolować. Baza jest wydajna (jednak więcej na ten temat napiszę tutaj, gdy ją zużyję). Po nałożeniu trzeba troszkę odczekać, a następnie można ją przypudrować, aby byłą trwalsza.


 A jak jest z trwałością cieni? Otóż cienie utrzymują się na niej kilka godzin (ok. 6-7 h) w nienaruszonym stanie. Po tym czasie w wewnętrznym kąciku oka mogą tworzyć się nieestetyczne 'zmarszczki' - cień się roluje. Zdecydowanie lepiej sprawdzała się baza z Hean, z którą makijaż wytrzymywał nawet cały (!) dzień. Jeśli chodzi o podbijanie koloru cieni, to trzeba przyznać, że zdecydowanie odcień jest bardziej intensywny. Dzięki temu, cienie na powiece nie blakną. Poniżej zdjęcia jak wyglądają cienie z bazą i bez niej.



Wiele osób ją bardzo chwali, dlatego też skusiłam się na nią. Ogólnie wypada dobrze, cienie mają bardziej intensywny kolor, utrzymują się kilka godzin, sam produkt jest wydajny i ma wygodny aplikator. Jednak, gdy ją zużyję, prawdopodobnie do niej nie wrócę, będę szukać czegoś jeszcze bardziej trwalszego lub wrócę do bazy z Hean. Myślę, że na mniej wymagających powiekach (czyli nie opadających i tłustych) sprawdzi się znakomicie.


Miałyście ten produkt? A może macie już ulubioną bazę pod cienie?

środa, 1 kwietnia 2015

Przegląd miesiąca (marzec)

Marzec się skończył, więc czas na przegląd miesiąca. Jest to post poświęcony książkom, filmom, muzyce, ciekawym wydarzeniom, zakupom. Być może coś Was zainspiruje, zaciekawi. Zapraszam do czytania!

1. Przeczytane książki
W tym miesiącu wspomnę o dwóch książkach o minimalizmie. Przeczytałam je na samym początku marca, potem niestety nie miałam czasu na czytanie. Pierwszą z nich jest "Minimalizm po polsku" (A. Mularczyk-Meyer). Autorka na podstawie własnych doświadczeń opowiada o upraszczaniu życia, o radości jaką można czerpać z minimalizmu. Pochłonęłam tę książkę jednym tchem. Rzeczowo i rzetelnie napisana, szczerze polecam, nie tylko tym z Was, którzy interesują się tematem minimalizmu. Drugą książką jest "Minimalizm" (Leo Babauta). Tutaj autor jest bardziej rygorystyczny i kontrowersyjny (np. mówi o tym, żeby ściąć włosy albo o tym, żeby pozbyć się papieru i wszystko mieć w wersji elektronicznej). Nie do końca się zgadzam ze wszystkimi poglądami autora, ale nie o to tutaj chodzi. Pewne sprawy są dobrze naświetlone, uzmysławiają człowiekowi po co tak naprawdę żyje, czy i jak ważne jest gromadzenie rzeczy. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie w tej książce.


  

(źródło zdjęć:empik.com i  lubimyczytac.pl)

2. Obejrzane filmy
 "Dzień dobry, Kocham Cię " - to polska komedia romantyczna opowiadająca historię Basi i Szymona, którzy wpadają na siebie i od tamtej pory usilnie próbują się spotkać. Nie jest to jakiś ambitny film, ale nie oczekuję tego od komedii romantycznej. Sama historia dosyć banalna i trochę się rozczarowałam. Jednak piszę o tym filmie, ponieważ na uwagę zasługuje gra aktorska i sama kreacja postaci Lucka, czyli Pawła Domagały. Gdyby nie on, to film od razu bym skreśliła, a tak trochę się pośmiałam, na leniwy wieczór może być, ale powiem szczerze, że znam lepsze polskie komedie romantyczne.

"Wymarzeni" (In your dreams) - w styczniu pisałam o filmie o podobnym tytule (In your eyes). I to nie tylko jedna podobna rzecz w tych filmach, także tematyka jest zbliżona. Pierwszy opowiadał o parze, która nigdy się nie widziała, kontaktuje się ze sobą, rozmawia w myślach. Natomiast w drugim przedstawioną mamy parę, która spotyka się ze sobą w snach. Jednak In your dreams to film lżejszy od In your eyes, to bardziej komedia romantyczna. Jeśli szukacie czegoś odprężającego to polecam ten film, a jeśli coś z pogranicza dramatu i s-fi to odsyłam do In your eyes.


 


3. Serial
Na początku marca dokończyłam The Affair, o którym pisałam w ostatnim przeglądzie. Zdecydowanie polecam! Niecierpliwie czekam na następną serię. Dwa inne seriale, które oglądałam to tym razem polskie produkcje: "Prawo Agaty", "Przyjaciółki" oraz "Rodzinka.pl", którą po prostu uwielbiam!

   
   

(źródło zdjęć: filmweb.pl)

4. Najczęściej słuchane piosenki
W marcu często słuchałam  "Take your time" Sam Hunt - to motywująca, energiczna piosenka. Inne piosenki to: "Forever" Haim, "Demons at the door" by Sleeping Wolf, "Die Young" The Sweet Serenades. Oczywiście słuchałam też piosenek, o których wspominałam w poprzednim miesiącu (m.in. "Perdoname", które leci non stop w różnych stacjach radiowych). Wspomnę jeszcze o starej piosence, dzięki której pojawia się uśmiech na mojej twarzy i pobudza mnie do życia: "September" Earth, Wind & Fire. I jeszcze hit końcówki miesiąca to "Four Five seconds" Rihanna & Kanye West & Paul McCartney.










5. Zakup miesiąca
Skorzystałam ze zniżek, które obowiązywały w weekend 14 i 15 marca i kupiłam wtedy dwie rzeczy: dżinsy oraz narzutkę. Zrobiłam też małe zakupy w Golden Rose z 20 procentową zniżką, które pokazywałam Wam w poście z zakupami kosmetycznymi. Oprócz tego pod koniec marca kupiłam sportowe buty oraz T-shirty. Jednak zakupem, z którego najbardziej się cieszę jest cytrynowo-limonkowa sukienka z H&Mu. Zobaczyłam ją na kanale u Callmeblondieee i przepadłam! Myślę, że będzie idealna na lato! Niestety aparat nijak nie chciał oddać jej rzeczywistego koloru. (Ach, kupiłam jeszcze jedną sukienkę, bardziej dresową, ale o tym innym razem:P). 


 



6. Jedzenie
Przede wszystkim wspomnę o pysznych deserach i lodach w Grycanie. W tym miesiącu jadłam m.in. wakacyjną melodię, ale ostrzegam, że ten pucharek jest zdecydowanie za duży, przynajmniej dla mnie i...słodki :D. Ale dla prawdziwych łasuchów i maniaków lodów będzie w sam raz! :) Poza tym jadłam tradycyjnie moją ukochaną Milkę Oreo. A z rzeczy bardziej zdrowych... koktajle i jeszcze raz koktajle!
Co jakiś czas dostaję od chłopaka kinder niespodzianki. To smak dzieciństwa ;). Uwielbiam je, tym razem w czekoladowych jajeczkach miałam dwie ekstra zabawki: samochodzik i pingwinka ;D. Ciekawa jestem, czy Wy też je lubicie.


(grycan.pl)



7. Wydarzenie
Pierwszy dzień wiosny przywitał nas piękną pogodą. Było ciepło i słonecznie, dlatego wybraliśmy się na spacer do lasu. Szkoda tylko, że dzisiaj pogoda jest o wiele gorsza: pada śnieg, jest wietrznie i zimno. Nie o takiej pogodzie marzyłam na te święta.



8. Niespodzianka
W marcu był Dzień Kobiet i część prezentów pokazywałam już na instagramie. Wśród nich znalazł się też rozświetlacz z MAC Soft&Gentle. Dostałam go od chłopaka i było to całkowite zaskoczenie. Zrobił mi taką niespodziankę! Jestem z niego bardzo zadowolona (z rozświetlacza, choć z chłopaka także ;P).



I to już koniec na dziś. Mam nadzieję, że post Wam się spodobał, coś Was zaciekawiło, może przeczytacie którąś z książek albo posłuchacie piosenki, o których wspomniałam. Napiszcie, jak wyglądał Wasz miesiąc pod względem kulturalnym, co fajnego kupiłyście, jadłyście.

piątek, 27 marca 2015

Ulubieńcy marca

Cześć! Nadszedł czas na pokazanie kosmetyków, po które często sięgałam w tym miesiącu. Każdy z nich pokazywałam już kiedyś na blogu. Tym razem w ulubieńcach znalazły się trzy kosmetyki kolorowe i jeden pędzel do makijażu.



Wiosną, ale nie tylko, uwielbiam pastelowe kolory. Na moich paznokciach królują wtedy głównie odcienie niebieskiego, liliowego i różowego. W marcu praktycznie non stop nosiłam na paznokciach lakier z Golden Rose z serii Rich Color nr 38. Pisałam o nim już nie jeden raz - ma piękny kolor, świetnie wygląda i jak wszystkie lakiery z tej serii jakie do tej pory miałam, szybko wysycha i długo się utrzymuje.



Wśród swoich pędzli mam jeden pędzelek z Real Techniques: Setting Brush. W poprzednich miesiącach rzadko po niego sięgałam, aż wreszcie przekonałam się do niego i przepadłam. Jest wielofunkcyjny, można nakładać nim rozświetlacz czy puder np. pod oczami. Jest miękki i precyzyjny, zachęcił mnie do kupna innych pędzli tej marki.



Na powiekach bardzo często lądował matowy cień z Inglota nr 390. Idealnie się sprawdza jako cień bazowy na całą powiekę lub w załamanie. Jak wiecie, uwielbiam cienie marki Inglot, ponieważ długo się utrzymują i gama kolorystyczna jest bardzo szeroka.



Szczególnie wiosną lubię używać pomadki o lekkiej formule. W swoich zbiorach mam pomadkę w kredce z firmy Astor w numerze 009 Burnt Rose. Ma ładny, delikatny kolor, błyszczy się i nadaje lekki kolor.



Gdy chciałam użyć czegoś bardziej intensywnego sięgałam po pomadkę z serii Velvet Matte z Golden Rose nr 10. Zauważyłam, że u każdego ten kolor wygląda nieco inaczej. U mnie przebijają pomarańczowo-koralowe tony i uważam, że świetnie pasuje właśnie na wiosnę. Ożywia, dodaje koloru. Uwielbiam te pomadki, mam kilka odcieni - dlatego polecam i Wam wypróbować, jeśli jeszcze ich nie kupiłyście.


I tak prezentuje się piątka moich ulubionych kosmetyków. Jeśli jeszcze ich nie miałyście, myślę, że warto im się przyjrzeć bliżej. 


Znacie te kosmetyki? Lubicie? I co Wam przypadło do gustu w marcu?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Africa Alterra Anida antyperspirant aplikacja Astor Avon Babydream Balea balsam balsam do ciała Batiste baza BB BeBeauty Bell Biały Jeleń Biedronka Bielenda BingoSpa Biochemia Urody Bioderma Biovax Blot Powder Body Resort Bourjois bronzer Butterfly Calvin Klein Carlo di Roma Carmex Catrice ChapStick chusteczki nawilżane ciekawe posty Cien cienie cień sypki Cleanic Clinique cocolita.pl codzienność Color Tattoo Dada Delia demakijaż denko Dermedic DIY Douglas.pl Dove EcoTools efoxcity.net Essence essie Eveline eyeliner ezebra.pl F&F filmy filtr Flormar Floslek Fluffy Towels fluid for men fotografie Garnier Gloria Golden Rose Got2b gradient Green Pharmacy H&M Hakuro Hean Hebe Home&You Inglot Ingrid inspiracje Isana jajko ebelin Joanna Joko Kallos kamuflaż Kobo kolagen Kolastyna konkurs konturówka korektor kosmetyczka kosmetyki kredka do ust krem krem do opalania krem do rąk krem do twarzy krem ochronny krem pod oczy książka książki kulturalnie kuracja do włosów kuracja parafinowa L'Biotica L'Oreal lakiery lato lemax Lenka Life lifestyle liner Lirene liście manuka Loton Lovely MAC maczek Mades Cosmetics Maestro makeup makijaż Manhattan Marion Mariza maseczka maska maska błotna masło do ciała masło Shea Max Factor Maybelline maść z witaminą A MBox Mexx mgiełka miniaturki miniatury Miss Sporty Misslyn mix zdjęć motywacja MUA muzyka mydełko MySecret nauka niezbędnik Nike Nivea NYC odkrycia odżywka Oeparol Olay olej arganowy olej do włosów opalanie OPI optymizm organizacja organizer Oriflame Original Source Paese paleta Palmolive Pantene paznokcie peeling perfumy pianka pianka do golenia piasek pielęgnacja PlanetSpa pocztówki podkład pomadka promocja przegląd miesiąca przesyłki próbki puder puder bambusowy pędzle płyn micelarny recenzje Reserved Retimax Rexona Rimmel Rossmann rozcieńczalnik rzęsy róż Sense&Body Sensual serum serum do rzęs Seyo Shinybox sierpień z Optymistyczną Sleek Soraya studia suchy szampon Sun Ozon Sunbrella Super-Pharm swatche Synergen szampon szczoteczka do twarzy szminka sól do kąpieli tag TangleTeezer The Body Shop tonik torebka Tołpa tusz ubrania Ultra Doux ulubieńcy Uriage Veet Vichy W7 wakacje Wibo wieczorna pielęgnacja wishlista woda brzozowa woda termalna woski Yankee Candle wygrana włosy youtube Yves Rocher zakupy zdjęcia Ziaja zmywacz znak.com.pl świeczka święta żel żel do golenia