Strony

wtorek, 24 marca 2015

Zakupy: marzec

Cześć! W poprzednim poście z zakupami pokazywałam Wam głównie produkty do pielęgnacji kupione m.in. w DM'ie. Dziś natomiast zobaczycie kosmetyki zarówno do pielęgnacji jak i kolorówkę. Udało mi się odhaczyć dwa z mojej dziesięciopunktowej wishlisty, z czego bardzo się cieszę.


Od dawna chciałam wypróbować malinowy krem do rąk z BalneoKosmetyki. Wreszcie się zmobilizowałam i złożyłam zamówienie. Wybrałam zestaw, w skład którego wchodził wspomniany krem od rąk oraz masełko. Jako gratis dostałam torbę ekologiczną na zakupy. Na pewno się przyda na zakupy spożywcze.


Kolejne nowości to kosmetyki rosyjskie ze strony mazidelka.pl. Kupiłam odświeżającą maskę do twarzy Bania Agafii, glinkę czarną z Morza Martwego z jonami srebra, mydło miodowe do ciała i włosów Bania Agafii oraz peeling do stóp Bania Agafii. Otrzymałam w ramach testów dwa produkty: odmładzającą maskę do twarzy z mlekiem łosia oraz pszczelim woskiem i białą glinką Bania Agafii oraz balsam do włosów z olejem avocado Planeta Organica Afryka. Bardzo dużo słyszałam o rosyjskich kosmetykach, dlatego tym bardziej się cieszę z tego zamówienia.


Będąc w Rossmannie skusiłam na produkty z Alterry. Najbardziej zależało mi na olejku - wybrałam wersję z limetką i oliwą. Używam go już ok. 2 tygodni do twarzy i włosów. Troszkę przeszkadza mi zapach, przypomina mi jakieś cukierki czy coś innego, ale nie mogę sobie przypomnieć co ;). Świetnie się sprawdza do OCM. Kupiłam także pomadkę z zamiarem stosowania jej na rzęsy. Wiele dziewczyn polecało ten sposób, wiec w końcu muszę spróbować. Do koszyka wpadły też dwa mydełka o intensywnych zapachach. Szczególnie zaciekawił mnie zapach mydełka z drewnem sandałowym, dlatego musiałam je kupić ;).


W marcu był Dzień Kobiet i wśród prezentów znalazł się rozświetlacz Soft&Gentle z MAC. Widać, że ktoś czytał moją wishlistę :). Odkąd go mam używam praktycznie non stop i jestem zachwycona!


Podczas weekendu zniżek zajrzałam do Golden Rose, gdzie wykorzystałam kupon obniżający ceny produktów o 20%. Kupiłam dwa lakiery: jeden z serii Rich Color nr 38 (to już moja druga buteleczka tego lakieru, uwielbiam ten kolor, jest podobny do Bikini so teeny z Essie), drugi to Color Expert nr 76. Widziałam go u rogaczki-kosmetyczne i przepadłam! Choć myślałam, że będzie to bardziej beżowy połączony z mlecznym różem, a u mnie na paznokciach widać fioletowe tony. Jednak i tak jest piękny!
Uwielbiam konturówki z Golden Rose i wiadomo to nie od dziś ;). Są długotrwałe, mają piękne kolory i często używam ich zamiast pomadek, na całe usta. Na instagramie pokazywałam Wam już je z bliska. Wybrałam: z serii Classics wodoodporną kredkę nr 305, z serii Emily nr 211 (która podobno będzie pasowała do pomadki Angel z Mac), z serii Dream lips nr 508 i 520. Ta ostatnia ma cudowny kolorek, również podpatrzona na jakimś blogu.


I to już wszystkie kosmetyczne zakupy w tym miesiącu. Część z nich już używam, także niebawem ukażą się pierwsze recenzje.


Miałyście któryś z tych kosmetyków? Co o nich sądzicie? I jak wyglądały Wasze zakupy w tym miesiącu? Poszalałyście czy raczej robiłyście zakupy z głową?

piątek, 20 marca 2015

Cienie do powiek Kobo

Uwielbiam cienie do powiek i mam ich mnóstwo w swoich zbiorach. Posiadam zarówno gotowe paletki, jak i wkłady. Przeważają cienie Inglot, mam też cienie z Hean, a także z Kobo, o których dzisiaj będzie mowa. Lubię pojedyncze cienie za to, że sami możemy wybrać dany cień czy skomponować własną idealną paletę.


Pojedyncze cienie Kobo są dostępne w dwóch wariantach: jako wkłady oraz w pojedynczym opakowaniu. Wkład kosztuje 9,99zł a cień w pudełeczku 17,99zł. Często cienie są na promocji i możemy je zdobyć taniej. Dostępne są np. w drogerii Natura.


Obecnie posiadam trzy cienie z Kobo: dwa w słoiczkach i jeden w formie wkładu. Pale Peach kupiłam już drugi raz.


Wśród cieni mamy cienie matowe (seria Mono) i metaliczne (seria Fashion). Cienie różnią się konsystencją, jednak wszystkie są dobrze napigmentowane. Cienie z serii Fashion są bardzo miękkie, wręcz mokre.



Golden Rose nr 205 to piękny duochrom, róż opalizujący na złoto. Jest kremowy, miękki, dobrze się rozprowadza, można nakładać go palcem. Dobrze wygląda zarówno solo na całej powiece jak i jako mały akcent.

Pale Peach 104 to brzoskwinia połączona z beżem. Nie jest to cielisty zwykły cień, jak myślałam na początku. Jednak spodobał mi się na tyle, że kupiłam go po raz kolejny. Jest to matowy cień.

Olive nr 132 to cień również z serii Mono, jednak nie jest on matowy, a błyszczący. To oliwkowa zieleń, która ładnie wygląda jako mały akcent na powiekach lub 'kreska' na dolnej powiece.

 



Te cienie pasują do mojej magnetycznej palety, w której przechowuję okrągłe cienie z Inglota. I właśnie z tą marką mogę je porównać. Utrzymują się równie długo na powiekach, nie blakną, dobrze się je rozciera. Inglot ma w ofercie o wiele więcej kolorów i jest tańszy, dlatego mam ich więcej niż cieni z Kobo. Jednak są pewne perełki wśród tych z Kobo, jak na przykład wspomniany Golden Rose 205, Bronze 208 (piękne, stare złoto), cudowna oberżyna 114 Aubergine czy Fresh Mint 124 (który podobno został już wycofany).


Podsumowując, w ofercie Kobo znajdziemy świetne pojedyncze cienie, które są naprawdę dobrej jakości. Łatwo się je aplikuje i długo się utrzymują na powiekach. Jeśli jeszcze nie miałyście okazji ich używać to polecam wypróbować jakiś cień.


Napiszcie, czy znacie te cienie i co o nich sądzicie. A może macie ulubieńców wśród tych cieni - dajcie znać w komentarzu!

poniedziałek, 16 marca 2015

Alternatywa dla pędzli do podkładu: gąbeczka

Alternatywą dla pędzli jest gąbeczka do makijażu. Na rynku mamy dostępnych wiele różnych gąbeczek, np. beauty blender, miracle complexion sponge czy glam sponge. Ja natomiast mam gąbeczkę ebelin. I to właśnie o niej będzie dzisiaj mowa. jeśli jesteście ciekawi, jak się sprawdza i czy jest warta zakupu to zapraszam dalej!


Gąbeczka ebelin jest w kształcie jajka i można ją kupić w drogerii DM. Jeśli jednak nie bywacie w niemieckiej drogerii to warto poszukać jej w internecie, np. na allegro albo w drogeriach internetowych z zagranicznymi kosmetykami. Jej koszt jest niewielki bo ok. 10-15zł.

Przyznam szczerze, że na początku byłam sceptycznie nastawiona do takiej metody aplikacji podkładu. Kojarzyło mi się to z dawnymi, zwykłymi drogeryjnymi lateksowymi gąbkami z drogerii, które nie za dobrze się sprawdzają. Jednak byłam w błędzie. Ta gąbeczka jest z zupełnie inna.


Jak aplikować podkład tą gąbeczką?
Wystarczy namoczyć jajo wodą, odsączyć, a następnie wklepywać nią podkład. Należy to robić ruchami stemplującymi. Dzięki temu, że gąbeczka  ma jajowaty kształt, umożliwia precyzyjne nakładanie podkładu czy korektora, np. przy skrzydełkach nosa czy pod oczami.
Efekt jaki uzyskamy jest o wiele bardziej naturalny niż przy pomocy pędzla czy podczas aplikacji podkładu palcami. Nie ma tutaj mowy o smużeniu czy plamach, a produkt ładnie wtapia się w skórę.
Po każdym użyciu jajo myję wodą i mydłem Protex lub delikatnym szamponem.


Poniżej porównanie: po lewej gąbka sucha gąbka, po prawej tuż po namoczeniu. Mokra gąbka zwiększa swoją objętość i lekko 'puchnie'.


Jeśli chodzi o mankamenty czy minusy to po dłuższym używaniu tej gąbeczki zauważyłam, że jest twardsza i muszę troszkę mocniej naciskać i stemplować nią podkład na twarzy. Gąbka zaczęła się także kruszyć - jednak wg mnie taka jest kolej rzeczy - jajo po prostu się zużywa (używam je już prawie rok, nie codziennie) - niedługo je wyrzucę i wymienię na nowe. Minusem może być też to, że gąbeczka wchłania więcej podkładu niż gdybyśmy aplikowały go bezpośrednio palcami, co jest zrozumiałe. W porównaniu z pędzlem wydaje mi się, że ilość zużywanego podkładu jest podobna.


Nie miałam słynnej gąbki beautyblender, więc niestety nie powiem wam, czy tamta gąbka jest lepsza. Na ten moment ta w zupełności mi wystarcza.


Miałyście tę gąbeczkę? A może inne jajo, np. to z Real Techniques? Napiszcie, czy odpowiada Wam taki sposób aplikacji podkładu czy jednak wolicie pędzle.

wtorek, 10 marca 2015

Balsam do ciała, dzięki któremu moja skóra jest miękka i gładka


Witajcie! Postanowiłam napisać recenzję produktu do ciała znanej marki, o której ostatnio coraz więcej na blogach. A mianowicie chodzi o Vaseline. Balsam ten dostałam w paczuszce z wygraną w konkursie u reanimacjablondynki. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do niego i chciałam od razu oddać go komuś: mamie, babci czy koleżance. Jednak przeczytałam i obejrzałam kilak recenzji i psotanowiłam go zatrzymać i zobaczyć jak się sprawdzi u mnie. I wiecie co? Nie żałuję!


Buteleczka zawiera 200 ml produktu. Jest smukła, łatwo wydobywa się z niej produkt, którego zamknięcie jest na tzw. klik. Konsystencja jest lekka, balsam łatwo rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania. Produkt kosztuje ok. 14-16zł, można go dostać m.in. w drogerii Rossmann. Początkowo nie byłam przekonana do zapachu, który jest trochę chemiczny, jednak nienachalny, więc z czasem przyzwyczaiłam się i w ogóle mi nie przeszkadza.


Balsam zawiera mikro kropelki wazeliny, które wnikają głęboko w skórę, by ją nawilżać i regenerować. Powiem szczerze, że obawiałam się tej wazeliny, jednak niepotrzebnie. Ciało po zastosowaniu tego kosmetyku jest gładkie i miękkie. Wreszcie jestem zadowolona z działania balsamu. 


Minusem pewnie dla wielu z Was będzie parafina w składzie. Jednak u mnie nie powoduje żadnego uczulenia. Na powierzchni skóry tworzy warstwę ochronną, chroniącą ją przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi i utratą wilgoci. Ten składnik jedni krytykują, drudzy opowiadają się za nią, ale wiadomo, ile osób tyle opinii, także nie mnie rozstrzygać ten spór.


Podsumowując, sądzę, że to godny uwagi balsam do ciała. Skóra po zastosowaniu tego produktu jest przyjemnie gładka i miękka w dotyku. Stosuję go regularnie, jednak dwa razy specjalnie zrobiłam sobie przerwę i skóra nie odczuła tego, nadal była nawilżona i gładka. Muszę zaznaczyć, że moja skóra nie jest też bardzo wymagająca i przesuszona, wiec nie wiem, jak balsam ten sprawdzi się u osób z mocno wysuszoną i szorstką skórą. Ocena tego produktu na wizażu to 4,15. Też daję mu 4 (odejmuję punkt za parafinę i zapach, który mógłby być bardziej naturalny).


Co sądzicie o tym produkcie? Miałyście ten balsam? A może polecacie inne produkty z tej firmy?

czwartek, 5 marca 2015

Moja kolekcja: róże do policzków

 

W tym poście pokażę Wam jakie róże do policzków mam w swoich zbiorach. Obecnie mam ich 8. Uwielbiam dodawać odrobinę różu na policzki, bardzo lubię efekt jaki dzięki nim można uzyskać. Głównie posiadam chłodne odcienie, bo w takich najlepiej się czuję.



INGLOT NR 72

Ten róż ma przepiękny, delikatny i dziewczęcy kolor. Często porównywany do Well Dressed z Mac, nie miałam tego drugiego, wiec ciężko mi stwierdzić, czy rzeczywiście jest do niego podobny. Jednak świetnie wygląda na twarzy, dodaje świeżości i utrzymuje się cały dzień. Pełna recenzja [tutaj].



KRYOLAN GLOSSY ROSEWOOD

Dobrze napigmentowany, matowy, wręcz kredowy róż. Bardziej widoczny niż poprzednik, trzeba uważać, żeby nie zrobić sobie nim plamy. Również utrzymany w tonach chłodnego różu.



BELL SKIN2SKIN NR 22

Miękki, przyjemny w aplikacji róż. Bardzo go lubię, jednak trzeba uważać, żeby nie przesadzić, bo nie będzie to wyglądać dobrze. Ładnie się prezentuje na twarzy i dosyć często go używam. Pełna recenzja [tutaj].



MISS SPORTY OHH! BLUSHED AGAIN... NR 002 ROSE

To jeden z moich pierwszych produktów tego typu. Mam już drugie opakowanie. Bardzo delikatny, rozświetlający róż, nie zostawia plam i smug, nie jest mocno napigmentowany, jednak właśnie za to go lubię - gdy chcę lekko podkreślić policzki, zawsze wybieram właśnie ten produkt. Idealny dla zaczynających swoją przygodę z różem. Pełna recenzja [tutaj].



BOURJOIS 95 ROSE DE JASPE

Jeden z kultowych różów do policzków. Jest bardzo wydajny, praktycznie nie widać zużycia. Jest dosyć twardy, pamiętam, że nawet przez moment odstawiłam go na bok, jednak wystarczyło lekko zdrapać wierzchnią warstwę i cudownie się nakładał. Jest bardzo trwały, na twarzy utrzymuje się cały dzień, pięknie ożywia policzki i dodaje im blasku.



F&F FLAME

Ten produkt ma dosyć ciepły odcień, coś pomiędzy różem a lekką brzoskwinką. Trudno się z nim pracuje, należy uważać, żeby nie zrobić sobie plam, trzeba się napracować, żeby go dobrze rozetrzeć. Pełna recenzja [tutaj].



PAESE NR 30

Róż posiada małe drobinki, dzięki którym nasza twarz wygląda na rozświetloną. Jest mocno napigmentowany i dobrze się go rozprowadza. Wystarczy odrobina, aby był widoczny na policzkach. To ciepły róż połączony z brzoskwinią. Pełna recenzja [tutaj].



W7 AFRICA

Tak właściwie to produkt ten nosi nazwę pudru brązującego. To mozaika z drobinkami, która zawiera w sobie trzy kolory. Ja głównie używam tego różowego, ale też czasami łączę wszystkie kolory. Uniwersalny, wydajny produkt zamknięty w kartonowym pudełeczku. Pełna recenzja [tutaj].


Poniżej możecie zobaczyć swatche na ręce w świetle dziennym.


I tak wygląda cały zbiór. Kolory jak widać dosyć stonowane, nie szaleję z pomarańczami czy mocnymi różami, bo po prostu takich nie lubię. Wybieram głównie chłodne i stonowane odcienie. Jeśli chodzi o pędzel jakiego używam do aplikacji różu to aktualnie jest to pędzel Hakuro H24.


Mam nadzieję, że post przypadł Wam do gustu i być może pomoże w wyborze odpowiedniego różu. Chciałabym jeszcze wypróbować róż z firmy Mac, jednak na razie mam wystarczającą ilość, więc nie jest to zakup pilny. Jak zużyję jakiś, to wtedy zastanowię się nad zakupem.


Używałyście któregoś z nich? Co o nich sądzicie? Jaki róż jest Waszym ulubionym? A może nie używacie tego typu produktów?

środa, 4 marca 2015

Manicure na szare dni: złoto+brąz


Uwielbiam nosić na paznokciach głównie kolory pastelowe, bordowe ale także brązy, szarości. Złotko z Lovely pokazuję na blogu już do znudzenia, jednak po prostu go uwielbiam i bardzo często dodaję do wspomnianych już brązów czy bordowego manicure. Tak było i tym razem.


Ten manicure kojarzy mi się ze swetrami i zimą. Korzystając z ostatnich (mam nadzieję^^) dni zimy użyłam tych lakierów, które zapewne odstawię wiosną i latem na rzecz jaśniejszych i żywych kolorów.






Użyłam lakieru z Essie Don't sweater it a także wspomniane już złotko z Lovely Snow Dust nr 1, niestety z edycji limitowanej, nad czym bardzo ubolewam.



Co myślicie o takim manicure? Podobają się Wam te kolory?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

Africa Alterra Anida antyperspirant aplikacja Astor Avon Babydream Balea balsam balsam do ciała Batiste baza BB BeBeauty Bell Biały Jeleń Biedronka Bielenda BingoSpa Biochemia Urody Bioderma Biovax Blot Powder Body Resort Bourjois bronzer Butterfly Calvin Klein Carlo di Roma Carmex Catrice ChapStick chusteczki nawilżane ciekawe posty Cien cienie cień sypki Cleanic Clinique cocolita.pl codzienność Color Tattoo Dada Delia demakijaż denko Dermedic DIY Douglas.pl Dove EcoTools efoxcity.net Essence essie Eveline eyeliner ezebra.pl F&F filmy filtr Flormar Floslek Fluffy Towels fluid for men fotografie Garnier Gloria Golden Rose Got2b gradient Green Pharmacy H&M Hakuro Hean Hebe Home&You Inglot Ingrid inspiracje Isana jajko ebelin Joanna Joko Kallos kamuflaż Kobo kolagen Kolastyna konkurs konturówka korektor kosmetyczka kosmetyki kredka do ust krem krem do opalania krem do rąk krem do twarzy krem ochronny krem pod oczy książka książki kulturalnie kuracja do włosów kuracja parafinowa L'Biotica L'Oreal lakiery lato lemax Lenka Life lifestyle liner Lirene liście manuka Loton Lovely MAC maczek Mades Cosmetics Maestro makeup makijaż Manhattan Marion Mariza maseczka maska maska błotna masło do ciała masło Shea Max Factor Maybelline maść z witaminą A MBox Mexx mgiełka miniaturki miniatury Miss Sporty Misslyn mix zdjęć motywacja MUA muzyka mydełko MySecret nauka niezbędnik Nike Nivea NYC odkrycia odżywka Oeparol Olay olej arganowy olej do włosów opalanie OPI optymizm organizacja organizer Oriflame Original Source Paese paleta Palmolive Pantene paznokcie peeling perfumy pianka pianka do golenia piasek pielęgnacja PlanetSpa pocztówki podkład pomadka promocja przegląd miesiąca przesyłki próbki puder puder bambusowy pędzle płyn micelarny recenzje Reserved Retimax Rexona Rimmel Rossmann rozcieńczalnik rzęsy róż Sense&Body Sensual serum serum do rzęs Seyo Shinybox sierpień z Optymistyczną Sleek Soraya studia suchy szampon Sun Ozon Sunbrella Super-Pharm swatche Synergen szampon szczoteczka do twarzy szminka sól do kąpieli tag TangleTeezer The Body Shop tonik torebka Tołpa tusz ubrania Ultra Doux ulubieńcy Uriage Veet Vichy W7 wakacje Wibo wieczorna pielęgnacja wishlista woda brzozowa woda termalna woski Yankee Candle wygrana włosy youtube Yves Rocher zakupy zdjęcia Ziaja zmywacz znak.com.pl świeczka święta żel żel do golenia