sobota, 19 kwietnia 2014

I ja chciałam dorzucić swoje 3 grosze - świątecznie :)

 Kochani! Chciałabym w te święta złożyć Wam życzenia:
dużo zdrówka, sukcesów, zarówno w życiu osobistym jak i blogowym, miłości, radości, wolnej chwili, złapania oddechu, aby po świętach ruszyć pełną parą z działaniem. Życzę Wam także energii i zapału, aby zrealizować swoje plany.
Dziewczynom, dużo kosmetyków, abyście się mogły maziać nimi do woli, pomysłów na nowe posty i nowych znajomości blogowych :))

Wesołych Świąt!

A w poście możecie zobaczyć zdjęcia mojego koszyczka i typowo wiosenne zdjęcie z mojego ogrodu.





   
Pozdrawiam serdecznie, odpoczywajcie, cieszcie się i jedzcie same smakołyki!

piątek, 18 kwietnia 2014

Zapach świeżości w Twoim domu

W swoich zbiorach posiadam wosk Fluffy Towels z YC. Kupiłam go, skuszona wieloma pozytywnymi opiniami na jego temat.


"Zapach czystych, ciepłych i świeżych ręczników wypłukanych w płynie o nutach cytryny, jabłka, lawendy i lilii"


Powiem szczerze, że gdy powąchałam wosk jeszcze nie zapalony, nie powalił mnie na kolana. Myślałam, że będzie pachnieć proszkiem do prania czy płynem do płukania - po prostu świeżością, a wyczuwałam nieco sztuczny zapach. Jednak nie skreślam niczego na wstępie, dlatego wrzuciłam odrobinę do kominka i zapaliłam. Po chwili poczułam ładny, delikatny zapach czystego prania. Według mnie nie jest to wosk do długiego palenia w pokoju, gdyż zapach może być zbyt duszący. U mnie świetnie sprawdził się w łazience. Po zgaszeniu wosku, w pomieszczeniu unosił się ładny, świeży zapach. Nazwa jest adekwatna, pachniało jak miękkie, puszyste ręczniki.


Polecam Wam ten wosk, jeśli szukacie czegoś przyjemnego i świeżego. Miałyście ten wosk? A może inny, "czysty" i "ręcznikowy" zapach?

środa, 16 kwietnia 2014

Inglot - moja paleta cieni na co dzień

 Wreszcie skompletowałam swoją paletkę cieni z Inglota, które będą idealne na co dzień. Dwie pozostałe palety, które posiadam to taki misz masz, ta natomiast była przemyślana i stworzona z myślą o krótkich wyjazdach ale i nie tylko. Wybrałam paletę magnetyczną na pięć kwadratowych wkładów, ładnie się prezentuje, nie zajmuje dużo miejsca i ma pomysłowe zamykanie.


W palecie znajdują się głównie neutralne kolory, takie w jakich czuję się najlepiej. Uwielbiam brązy i beże, zarówno w makijażu dziennym jak i wieczorowym. Kompletując tę paletkę kupiłam jeszcze jeden cień, ale przy wkładaniu cieni do paletki okazało się, że jednak mam ich za dużo ;). Nie szkodzi, przyda się do kolejnej.

353 - matowy cielisty cień, idealny na całą powiekę, w kąciku, jako cień bazowy
358 - matowy szaraczek, który pod różnym kątem wyglądem inaczej, ma w sobie odcienie fioletu i brązu
420 - perłowy cień - mieszanka fioletu i szarości, cień - legenda, często uznawany za dupe Satin Taupe z MACa, niestety w tej kwestii się nie wypowiem, gdyż nie miałam okazji używać cieni MAC
378 - matowy, chłodny odcień brązu, będzie dobrze wyglądał w kąciku zewnętrznym jak i użyty do mocniejszego makijażu
423 - perłowy ciepły, czekoladowy brąz z domieszką fioletu, oberżyny.

Wszystkie cienie mają piękne kolory, są niepowtarzalne i nieoczywiste. Nie ograniczają się do jednego koloru, ale mają też w sobie inne tony.



Poniżej możecie zobaczyć swatche cieni na ręce bez bazy.



Tak prezentuje się cała paletka pięciu cieni. Mam nadzieję, że będzie mi dobrze służyć i będę z niej często korzystać. Użyłam już kilka razy cienia 353 oraz 358 i jestem z nich zadowolona. Coś czuje, że to będzie przygoda na dłuższą metę :). Są to cienie uniwersalne i pasują do wszystkiego.


I jak Wam się podobają? Macie któryś z nich w swoich zbiorach? Co o nich sądzicie? I jakie cienie z Inglota polecacie?

środa, 9 kwietnia 2014

Książkowo: część 2, czyli co ostatnio przeczytałam

Hej Kochani! W lutym ruszyłam z nową serią postów "Książkowo" [tutaj część 1] i dzisiaj zapraszam na kolejne podsumowanie. Tym razem nie będzie zdjęć, ponieważ książki przeczytałam na tablecie. W marcu udało mi się przeczytać 6 (albo 7, wybaczcie, ale nie pamiętam dokładnie) książek. Dzisiaj przedstawię 4 z nich. Ten miesiąc zdecydowanie mogę nazwać miesiącem lekkich, przyjemnych powieści. Książki są ustawione w takiej kolejności, w jakiej je przeczytałam.




1. "XXL" Carroll Jaye - ta książka czasami porównywana jest do Bridget Jones. Dobra na długie wieczory, wciągnęła mnie i bardzo szybko ją przeczytałam. Susan - główna bohaterka ma metr osiemdziesiąt i waży trochę więcej niż powinna, to według niej dyskwalifikuje ją w oczach mężczyzn. I w końcu poznaje swoją "bratnią duszę", która tak jak ona zna się na filmach jak nikt inny. Jednak nie tylko jemu wpadła w oko, a w dodatku musi zastąpić szefową i sama pokierować firmą. Więcej Wam nie zdradzę, jeśli szukacie czegoś lekkiego, polecam serdecznie.

2. "Anna w Nowym Jorku czyli życie z (ob)ciachem" Gitty Daneshvari - główna bohaterka, która była dobrą uczennicą, przez kilkanaście lat była nazywana Pulpetem, wszyscy wyśmiewali się z jej wyglądu i szydzili z niej. Wreszcie w wieku 23 lat, postanawia coś zmienić w swoim życiu. Przeprowadza się do Nowego Jorku. Początki były bardzo trudne, jednak po pewnym czasie poznaje swoją 'Dobrą Wróżkę" jak mówi o Janice, swojej szefowej, która pomaga Annie schudnąć i stać się atrakcyjną kobietą. Poznaje także Bena, który był zabójczo przystojny. Zostaje jej chłopakiem, jednak Anna uważa że jest zbyt przystojny, dlatego postanawia go troszkę zmienić, aby został już tylko z nią. Jednak to jej "troszkę" wymyka się spod kontroli, a Ben staje się taki jak ona wcześniej... Książka nie ma typowego zakończenia, cała fabuła jest trochę oderwana od rzeczywistości, sięgając po tę książkę spodziewałam się czegoś innego. Książka lekka, o której zapomina się po pewnym czasie. Do poczytania na wakacjach, w jedno popołudnie.




3. " Modne życie" Linda Lenhoff - główna bohaterka jest redaktorką w wydawnictwie naukowym. Jej siostra zaręcza się po raz siódmy, ojciec porzuca matkę dla dalekiej kuzynki, a z jej byłym mężem ma dziwne relacje. Na horyzoncie pojawia się mężczyzna, kolega z pracy, który jest strasznie nieśmiały. Książka nie ma jakiegoś romantycznego happy endu, choć nie kończy się też źle. Nie zachwyciła mnie szczególnie, ale do poczytania w autobusie czy wieczorem na odprężenie jest odpowiednia.

4. "Dziewczyna, pies i on" Leslie Schnur - książka, która najbardziej spodobała mi się z tych czterech. Nina, główna bohaterka, która porzuciła pracę w wydawnictwie (swoją drogą to przypadek, że w prawie każdej z tych książek przewija się motyw wydawnictwa ;)) zajmuje się wyprowadzaniem psów bogatych ludzi. Dzięki temu, nie tylko sporo zarabia, ale i ma dostęp do mieszkań i apartamentów tych ludzi. Prawnik, Daniel, którego psa wyprowadza bardzo jej się podoba. Po pewnym czasie zaczyna się z nim spotykać, a przynajmniej tak jej się wydaje, gdyż Daniela nie ma w mieście... Książka mnie wciągnęła, czytałam ją podczas podróży, podoba mi się styl jakim została napisana, lekka, przyjemna.


Czytałyście którąś z tych książek? A może przeczytałyście coś ciekawego, co mogłybyście mi polecić? Piszcie! :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Szampon odżywczy z wyciągiem z owsa Yves Rocher

Cześć! Jeszcze w wakacje kupiłam pewien szampon z Yves Rocher, jednak moje zapasy szamponowe był spore i dopiero niedawno go otworzyłam i zaczęłam używać. Postanowiłam, że powiem Wam kilka słów o nim. Zapraszam do czytania dalej.

 

Szampon z wyciągiem z owsa kupiłam online na stronie Yves Rocher. Nie pamiętam ile za niego zapłaciłam, ale obecnie kosztuje 11,90zł za 300 ml.  
Jak mówi producent, szampon ma właściwości odżywiające i łagodzące. Produkt sprawia, że włosy są miękkie, odżywione i jedwabiste. Formuła jest bez silikonu i parabenów.


A jakie jest moje zdanie na jego temat? Przede wszystkim przyjemnie pachnie. Spodobał mi się ten zapach, troszkę specyficzny, ale ciekawy - przypomina mi zapachy natury, łąki, trawy; wyczuwalny na włosach nawet drugiego dnia po myciu. 
Konsystencja nie jest ani za gęsta ani za wodnista - dla mnie w sam raz. Szampon nie podrażnił skóry głowy. Co zauważyłam, to po pierwszych kilku myciach włosy były naprawdę nawilżone i odżywione i pięknie się błyszczały. Dlaczego piszę, że po pierwszych kilku myciach? Otóż, później efekt ten był mniejszy, może włosy przyzwyczaiły się do niego, ale teraz stosuję go raz na jakiś czas, na zmianę z innym szamponem i spisuje się równie dobrze, co na początku. 
Podczas mycia, włosy wydają się być śliskie i bardzo miękkie i ten efekt oczywiście zostaje na dłużej - także po wysuszeniu włosów. Obecnie olejuję włosy i w połączeniu z tym szamponem (olej, szampon na skalp, odżywka emulgująca olej na długości, szampon bez sls (na długości)) - naprawdę dobrze się sprawdza. Szampon jest wydajny, używam go już ponad 2 miesiące i jeszcze jest ponad połowa butelki (pozostało ok. 2/3). 
Jeśli chcielibyśmy doszukiwać się wad produktu, to małym minusem dla mnie jest otwieranie szamponu. Nie jeden raz musiałam się nieźle namęczyć, żeby dostać się do zawartości ;). A jeśli mamy mokre ręce to już w ogóle jest to niemożliwe. Dlatego zazwyczaj otwierałam szampon przez ręcznik, bo inaczej mogłabym połamać paznokcie.


Moim zdaniem warto wypróbować ten szampon, za tę cenę, biorąc pod uwagę jego wydajność, jest ok. Dobrze myje włosy, nie są szorstkie, ładnie pachną i są miękkie.

Miałyście ten szampon? A może polecacie inny z Yves Rocher?


____________________________________
Zapraszam Was także na mojego fb:

sobota, 29 marca 2014

Zakupy marcowe: Golden Rose, L'Oreal, Inglot, BeBeauty i inne

Marzec dobiega już końca, dlatego przychodzę do Was z postem z zakupami z całego miesiąca. Miałam bardziej zaszaleć, jednak powstrzymałam się. Poczekam może do świąt albo urodzin ;).


 W marcu odkryłam dwie hurtownie kosmetyczne. W pierwszej gdzie udało mi się kupić maskę do włosów Gloria, o której wiele słyszałam, a także żel do mycia twarzy Biały Jeleń oraz żel z L'Oreal. Wszystkie produkty kosztowały o kilka złotych mniej niż w drogeriach. W Biedronce kupiłam żel-krem do twarzy BeBeauty, a na promocji w Super-Pharm zaopatrzyłam się już w kolejną buteleczkę płynu micelarnego z Garniera.


W drogerii Jasmin, w której byłam pierwszy raz, kupiłam szczoteczkę do mycia twarzy. Kosztowała około 6 zł i powiem Wam, że jestem z niej zadowolona. Ładnie oczyszcza pory, jest dosyć 'mocna', pomimo tego, że włosie mięciutkie, dlatego staram się delikatnie jej używać, aby nie podrażnić twarzy. Zauważyłam, że krem lepiej się wchłania, bo buzia jest oczyszczona i gładka.


W drugiej hurtowni kupiłam trzy lakiery z Golden Rose z serii Color Rich, za które zapłaciłam 4,5zł za sztukę! Na stoisku kosztują one 6,9zł za buteleczkę ;).


Pomadki Velvet Matte kupiłam już normalnie na stoisku GR. Kosztowały 10,9zł/szt. Wybrałam dwa kolory 02 i 10. Jedna z nich pojawiła się już w ulubieńcach. Zastanawiam się czy nie kupić jeszcze innych kolorów, bo pomadki są świetne!


Odwiedziłam także Inglota. Kupiłam paletkę na pięć cieni kwadratowych, aby mieć ją na wyjazdy, gdyż 10tka zajmuje dużo miejsca. Dodatkowo skusiłam się na trzy cienie kwadratowe: 353, 358, 378 oraz cień okrągły nr 110.


Poniżej swatche (bez bazy): od lewej: 110, 358, 378, 353.


Tak prezentują się moje zakupy, które zrobiłam w marcu. Dajcie znać, co Wam się spodobało, co miałyście z tych rzeczy i o czym chętnie poczytałybyście. Pozdrawiam i do napisania!

poniedziałek, 24 marca 2014

Ulubieńcy marca

Witajcie Kochani! Dzisiaj przychodzę do Was z ulubieńcami marca, który jeszcze się nie skończył, jednak postanowiłam już napisać post, bo i tak zapewne nadal będę używać tych kosmetyków przez resztę miesiąca. Nie było wpisu z ulubieńcami lutego, gdyż nadal byli to ci sami co w styczniu [tutaj]. Tym razem jest ich piątka. Kolorówka plus jedna rzecz zapachowa :). Zapraszam do czytania dalej.


Na ustach najczęściej pojawiała się pomadka z Golden Rose z serii Velvet Matte o numerze 02. Bardzo ładnie wygląda na ustach, długo się utrzymuje, nawet gdy jem i piję, to nadal jest widoczna. Kolor w sam raz na co dzień.


Na paznokciach gościło kilka lakierów, ale zdecydowanie ulubieńcem był ten z Golden Rose z serii Roch Color o numerze 105. Na zdjęciu wyszedł dosyć jasno, jednak w rzeczywistości to piękny, głęboki kolor, coś pomiędzy bordowym a burgundowym.


Od momentu, gdy kupiłam cień z Inglota nr 431 bardzo często go używałam zarówno na całą powiekę jak i w połączeniu z innymi kolorami. Pięknie wygląda i mieni się, tworząc na powiece coś w rodzaju tafli. Długo się utrzymuje, pobił nawet inne cienie z Inglota, gdyż gdy pod koniec dnia inne lekko zbladły, ten nadal był w nienaruszonym stanie. 

  

O tuszu z L'Oreal Million Volume Lashes wspominałam już na blogu, m.in. w poście Codzienny MakeUp jednak tusz nie doczekał się jeszcze osobnej recenzji ;). Rzęsy bardzo ładnie wyglądają, są zagęszczone i mocno czarne ;). Co zauważyłam ostatnio, to lekko się osypuje, może dlatego, że używam go już kawałek czasu i troszkę zgęstniał. Jednak poza tym małym minusem spisuje się świetnie.


I ostatnim ulubieńcem jest woda toaletowa In2U Calvin Klein. Od pewnego czasu podobał mi się ten zapach, gdy miałam już go kupić, okazało się, że dostałam go na Walentynki :). Zapach jest bardzo ładny, lubię gdy po pewnym czasie wyczuwalne są inne nuty. Uwagę przyciąga też nietypowa, ciekawa buteleczka.


Tak prezentują się moi ulubieńcy marca. Dajcie znać, czy któryś z produktów Was zaciekawił, spodobał się i co o nim myślicie. A może macie jakiś kosmetyk z wyżej wymienionych? Czekam na Wasze komentarze. Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...