Strony

niedziela, 27 lipca 2014

Ulubieńcy lipca

Hej! Mamy już koniec lipca, dlatego przychodzę do Was z ulubieńcami miesiąca. Będzie to głównie kolorówka, ale znajdzie się też jeden produkt z pielęgnacji. Bardzo często używałam też kosmetyków, które pokazywałam w maju i czerwcu, ale postanowiłam, że je pominę, gdyż bez sensu jest je opisywać jeszcze raz. A teraz przejdźmy już do ulubieńców.


Bardzo polubiłam się z podkładem Healthy Mix z Bourjois w odcieniu Light vanilla. Ładnie wygląda na twarzy, jest delikatny i nie tworzy maski. Nie jest to może ideał i czasem płata figle podkreślając suche skórki, ale i tak go lubię.


Drugim ulubieńcem jest puder bambusowy z Biochemii Urody, który mam już ponad rok. I to właśnie on bardzo dobrze współgra z wyżej wymienionym podkładem, utrzymuje mat na twarzy i jej nie bieli. Zostało mi go już niewiele i albo kupie inny transparentny, sypki puder albo wrócę do niego.


Kolejny produkt to pomadka z L'Oreal z serii Rouge Caresse w kolorze 101 Tempting Lilac. Bardzo często gościła na moich ustach, zamiennie z pomadką w kredce z Astora nr 009, którą pokazywałam w ulubieńcach maja. Lubię pomadki z tej serii, ładnie wyglądają na ustach, mają świetną konsystencję, są miękkie oraz nie wysuszają bardzo ust (umówmy się, każda pomadka w jakimś stopniu wysusza mi usta przy częstym używaniu).


Lakier Colour Instant z Eveline nr 325 gościł non stop na paznokciach... u stóp. Świetnie prezentuje się szczególnie na opalonych stopach, a paznokcie wyglądają na zadbane.


Na nowo odkryłam cień z Inglota nr 402. Nie nakładam go zbyt dużo na powieki i wtedy nie wygląda przytłaczająco ale rozświetla i dodaje blasku spojrzeniu. Świetnie sprawdza się solo jak i z jasnym cieniem w kąciku oka.


Ostatnim ulubieńcem będzie Oil Therapy Oil argan z firmy Loton. Wspominałam o nim w poście z zakupami [tutaj]. Ma świetny skład, żadnych silikonów i parabenów, zawiera olej słonecznikowy i arganowy. Sprawdza się zarówno do olejowania włosów jak i ciała.


Tak prezentują się lipcowi ulubieńcy. Tradycyjnie dajcie znać, czy miałyście któryś z tych kosmetyków i jak się sprawdził.

środa, 23 lipca 2014

Peeling-masaż - czyli łagodne a skuteczne wygładzenie skóry

Dziś przychodzę do Was z recenzją peelingu drenującego z kofeiną Slim Extreme 4D z Eveline. Do wyboru mamy kilka wersji tych peelingów z serii 3D czy 4D. Mają one redukować cellulit, nawilżać i ujędrniać.
Jeśli w dwie ostatnie rzeczy mogę uwierzyć to na pewno nie uwierzę w redukcję cellulitu. Nie ma jeszcze takich kosmetyków, które skutecznie by to robiły, bo po co byłyby ćwiczenia i diety. Produkt ten może być tylko małym pomocnikiem. I nie kupiłam go z tym zamiarem, ale chciałam żeby wygładził moje ciało i usunął martwy naskórek - czyli to, co powinien robić peeling. A jak było w rzeczywistości?


Od producenta
czyste 24-karatowe Złoto, działając w synergii z bogatym w kwas hialuronowy bioHyaluron Slim Complex, guaraną i kofeiną, skutecznie stymuluje mikrokrążenie w tkance podskórnej, usuwa gromadzące się w komórkach toksyny, w rezultacie zauważalnie redukując cellulit. Innowacyjny kompleks Lipomoist 2013 zawierający ekstrakt z alg, bogaty w peptydy, mikroelementy oraz witaminy, tworzy na powierzchni skóry mikrosiateczkę zapobiegającą parowaniu wody z naskórka.
Nawilża, wygładza, ujędrnia oraz zwiększa przenikanie składników aktywnych w głąb skóry, intensyfikując efekt wyszczuplający. D - pantenol koi i łagodzi podrażnienia.



Moja opinia
Peeling zamknięty jest w dużej, 250 mililitrowej tubie. Takie opakowanie dobrze sprawdza się pod prysznicem - nie musimy wydobywać peelingu palcami z pudełka, a wystarczy wycisnąć odpowiednią ilość.
Produkt jest dosyć gęsty, co może trochę utrudnić rozprowadzenie go na ciele. Jednak na wilgotnej skórze dobrze się go używa. Zdecydowanie peeling ten ma inną formułę niż na przykład peeling z Bielendy, który opiszę niebawem.
Ma lekko wyczuwalny przyjemny zapach, który na pewno nie jest drażniący. Peeling zawiera w sobie mnóstwo złotych drobinek. Czyżby to złoto 24-karatowe jak obiecuje producent? ;)
Lubię go stosować latem, ponieważ przypomina mi piasek na plaży, ma jasny właśnie piaskowy kolor ze wspomnianymi już, mieniącymi się, drobinkami.


Peeling stosuje głównie na nogi i uda. Przez kilka minut masuję skórę, po czym dokładnie spłukuję. Po takim zabiegu skóra jest przyjemna w dotyku, gładka i mam wrażenie, że napięta, ujędrniona.
Produkt nie robi krzywdy, nie podrażnia, nie jest bardzo mocny, jednak sprawdza się bardzo dobrze. Produkt ma w nazwie słowo 'masaż' i faktycznie drobinki nie są ani za mocne ani za słabe, to taki masaż skóry ;).  Szczególnie widoczne efekty zauważyłam na udach, dlatego produkt stosuję co 2-3 dni.


Cena peelingu waha się pomiędzy 14 a nawet 20 zł. Według mnie nie warto wydawać aż tyle pieniędzy, często jest na promocjach i to wtedy najlepiej go zakupić. Ja za swój zapłaciłam 11,62zł, co jest dobrą ceną. Kupiłam go w SuperPharm, ale widziałam także w innych drogeriach.

Dajcie znać, czy miałyście jakiś peeling z serii Slim Extreme z Eveline, czy się u Was sprawdził i jaki peeling w takiej formie polecacie.

niedziela, 20 lipca 2014

H&M'owa kolorówka nie jest zła?

Robiąc porządki w szufladzie z cieniami natknęłam się na paletkę cieni, którą kupiłam w H&M. Postanowiłam Wam ją pokazać, gdyż według mnie jest warta uwagi.



Paletka nazywa się hot sand, co jest adekwatne do zawartości i zawiera 2 cienie, jeden jaśniejszy wpadający w złoto, drugi złoto-brązowy. Paletka nie kosztowała dużo, bo ok. 10 zł. 



 Cienie ładnie wyglądają na powiekach, pięknie się mienią i co najważniejsze długo utrzymują. Gdy kupiłam tę paletkę, byłam bardzo zaskoczona jakością cieni. Na bazie utrzymywały się tak jak inne cienie, np. z Inglota, nie rolowały się i nie zbierały w załamaniach. Można zarówno stworzyć makijaż dzienny jak i wieczorowy, podkreślić kącik oka lub namalować cieniem kreskę.



Tutaj małe porównanie z cieniami z Inglota.


Jak widać, tańsze kosmetyki również są dobrej jakości i nie trzeba wydawać fortuny ;). Jeśli szukacie czegoś niedrogiego, polecam taką paletkę. Paletka sprawdzi się latem, zresztą sama nazwa do tego nawiązuje, ale i nie tylko.


Dajcie znać, czy miałyście jakiś kosmetyk z H&Mu i jak się sprawdził? I czy kupujecie kolorówkę w sieciówkach czy tylko w drogeriach i sklepach kosmetycznych?

czwartek, 17 lipca 2014

5 kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie wieczornej pielęgnacji

W dzisiejszym poście przedstawiam Wam pięć kosmetyków, których używam wieczorem. Stosuję je codziennie i nie wyobrażam sobie bez nich mojej pielęgnacji. Nie uwzględniłam tutaj produktów typu żel do twarzy, płyn micelarny czy tonik, gdyż chciałam pokazać te kosmetyki, które używam tuż przed snem.


 
Woda termalna Uriage - bardzo lubię ten produkt, koi, nawilża, łagodzi podrażnienia. W dodatku ma fajny atomizer, który równomiernie i delikatnie rozpyla wodę po twarzy. Używam po myciu twarzy, przed zastosowaniem kremu.


 
Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc Ziaja - nie chodzi tu o ten konkretny krem, ale ogólnie o krem na noc pokazuję ten, bo akurat tego teraz używam. Po umyciu twarzy płynem micelarnym i żelem do twarzy, czuję, że skóra jest trochę sucha i potrzebuje kremu. Na noc mogę pozwolić sobie na grubszą warstwę niż rano, gdzie na krem nakładam makijaż. Krem dobrze pielęgnuje moją twarz, rano jest gładsza i miękka. Czasem używam też masła shea, które mocno natłuszcza skórę.



Maść z witaminą A/ Retimax zawsze gości w mojej kosmetyczce. Ma wiele zastosowań, jednak ja przed snem smaruję nią usta. Rano usta są gładsze i nie ma na nich suchych skórek. Tani produkt, który zna chyba każda z nas.



Balsam do ciała Oriental Pear Body Resort - w tym momencie skończyły mi się wszystkie balsamy, używam tego, jednak chciałabym kupić jakiś inny (nie bardzo odpowiada mi zapach). Jednak ogólnie chodzi o nawilżenie ciała, dlatego robię to po każdej wieczornej kąpieli.



Krem do rąk - obecnie używam kremu z Anidy. Przed snem nakładam grubszą warstwę na dłonie, a rano są miękkie i nawilżone.

 

Tak prezentują się kosmetyki, których używam wieczorem. Czasami używam też innych produktów, jednak w tym poście chciałam pokazać Wam te, których używam każdego dnia.
Napiszcie, czego Wy używacie wieczorem i bez czego nie wyobrażacie sobie Waszej wieczornej pielęgnacji.

wtorek, 15 lipca 2014

Totalne dno, czyli projekt denko maj-czerwiec

Nadszedł czas, abym pokazała Wam produkty, które zużyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Znajdą się tutaj między innymi żele pod prysznic, produkty do twarzy, a nawet kolorówka. Zapraszam dalej!


Odżywka Intense Repair Nivea - dobry produkt, przyjemna konsystencja i włosy wyglądają ładniej i nie puszą się tak bardzo. Więcej o niej poczytacie w osobnej recenzji [tutaj]. Raczej nie kupię ponownie, ale to ze względu na mnóstwo odżywek, które chcę wypróbować.

Szampon Babydream - pisałam o nim wielokrotnie, często do niego wracam, używałam zarówno do oczyszczenia włosów, choć przyznam, że troszkę je pląta, jak i do mycia pędzli. Recenzja [tutaj]. Być może kupię ponownie, ale tylko do mycia pędzli.

Kremowy żel pod prysznic Vitamin Touch BeBeauty - lubię Biedronkowe żele za ich konsystencję i wydajność. Są faktycznie kremowe, pienią się, a po ich użyciu mam wrażenie, że skóra jest gładsza i nawilżona. W dodatku mają ładny zapach. Kupię ponownie.

Żel pod prysznic Aroma Therapy Palmolive Warm Vanilla - została dosłownie resztka, dlatego go pokazuję. Ma ładny, waniliowo - miodowy zapach, nie pieni się jakoś specjalnie, nie zauważyłam, żeby wysuszał. Nie kupię ponownie, ale może skuszę się na inną wersję zapachową.

Kremowy żel pod prysznic Kwiat pomarańczy i jogurt Isana - lubię żele z Isany, ponieważ mają ładne zapachy, nie wysuszają mojej skóry i są tanie. Kupię ponownie, ale inną wersję.


Płyn micelarny BeBeauty - zużyłam dwie buteleczki, ale jedna już wylądowała w koszu. Dobrze zmywa makijaż, choć zaczął podrażniać moje oczy, czego nie robił na początku, dlatego używam go głównie do demakijażu twarzy lub jako tonik. W zapasach mam jeszcze jedną buteleczkę. Nie kupię ponownie, wolę np. płyn z Garniera - recenzja [tutaj].

Żel do mycia twarzy, cera mieszana i tłusta Nivea - bardzo lubiłam ten żel i traktowałam go bardziej jako peeling, ponieważ zawierał w sobie mnóstwo drobinek, które oczyszczają twarz. Nie był to taki delikatny żel jak np. ten z L'Oreal - recenzja [tutaj]. Jednak po jego użyciu twarz była świeża, gładka, a pory oczyszczone. Najczęściej używałam go w duecie ze szczoteczką do mycia twarzy. Bardzo wydajny produkt, być może kupię ponownie.

Tonik ogórkowy Ziaja - produkt, który używałam po umyciu twarzy żelem. Odświeżał twarz, miał przyjemny zapach. Lubiłam go stosować także rano przed nałożeniem kremu i podkładu, ponieważ zauważyłam, że wtedy moja twarz była zmatowiona na dłużej i tak szybko się nie świeciła. Obecnie mam inny tonik z Ziaji z serii Liście manuka, ale pewnie kiedyś wrócę do niego.

Hypoalergiczny żel do mycia twarzy i demakijażu Delia - przede wszystkim duży plus za pompkę. Poza tym naprawdę dobrze oczyszczał twarz, był bardzo wydajny i nie kosztował wiele, na pewno mniej niż 10 zł. Po jego użyciu twarz była lekko ściągnięta, ale podobnie jak tonik z Ziaji pomagał makijażowi przetrwać dłużej, ponieważ twarz była wygładzona i nie była tłusta. Nie kupię ponownie ze względu na to, że chcę przetestować inne żele do twarzy.


Zmywacz do paznokci BeBeauty - lubię ten zmywacz za pompkę, jednak ogólnie nie przepadam za nim, ponieważ na dłuższą metę wysusza moje paznokcie. Nie kupię ponownie.

Kremowe serum odmładzające do rąk Tołpa - dość kontrowersyjny produkt, ponieważ na początku spisywał się ok, jednak po pewnym czasie, gdy stosowałam go na noc, rano moje dłonie były strasznie suche. Dopiero, gdy odstawiłam ten krem i zastąpiłam go innym, moje dłonie wróciły do lepszego stanu. Na plus bardzo ładny zapach. Nie kupię ponownie.

Krem na dzień i krem na noc Nivea - postanowiłam pokazać te kremy, choć używała ich moja mama, ponieważ przyznam, że kilka razy jej ich podkradłam. Z tego co wiem od mamy to fajnie nawilżały, nie zapychały i miały ładny zapach.


Puder Perfect Mat Joko, filtry UVA i UVB - sprzątając w szufladkach z kosmetykami, natknęłam się na ten puder. Oczywiście data ważności dawno minęła, dlatego produkt trafia do kosza. Szczerze mówiąc nie pamiętam, czy był jakoś szczególnie dobry, ale złych rzeczy też nie zanotowałam ;). Nie kupię ponownie, bo wątpię, żeby jeszcze te pudry były w sprzedaży.

Eyeliner w pędzelku i tusz do rzęs dwustronny Carlo di Roma - kosmetyki, które wygrałam dawno temu w jakimś konkursie w gazecie. Pamiętam, że eyeliner był świetny i bardzo go lubiłam. Tusz też był ok, choć białej strony używałam rzadko, bo mimo kilku warstw czarnego tuszu i tak prześwitywał, a miał sprawić, że rzęsy będą bardziej pogrubione, jednak to u mnie się nie sprawdziło. Produkty znalazłam podczas porządków, wyrzucam i nie kupię ponownie, bo nawet nie wiem, gdzie można kupić kosmetyki z tej marki.

Tusz Spectacular Me Lovely - zużyłam go już dawno, jednak nie wiem dlaczego pałętał się w szufladzie z kosmetykami. Dobry, zwykły, tani tusz na dzień. Recenzja [tutaj].

Tusz Curling Pump Up Lovely - tusz bardzo znany, chyba każda dziewczyna o nim słyszała lub go używała. Na początku byłam z niego zadowolona, ładnie wyglądał na rzęsach, jednak po pewnym czasie strasznie je sklejał i osypywał się. Plus za silikonową szczoteczkę. Raczej nie kupię ponownie.


Dajcie znać, czy miałyście któryś z tych kosmetyków i jak się spisał u Was. Pozdrawiam!

sobota, 12 lipca 2014

Łagodne oczyszczenie twarzy? L'Oreal!

Dzisiejszy post będzie poświęcony produktowi z L'Oreal z serii Ideal Soft, a mianowicie chodzi o żel-krem oczyszczający do twarzy. Produkt przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej, nie zawiera mydła. Ma usuwać wszelkie ślady zanieczyszczenia i makijażu, przywracać komfort i miękkość skóry. A jak jest naprawdę? Zapraszam dalej!


Przede wszystkim zacznę od tego, że mój demakijaż zaczynam od płynu micelarnego. Nie wyobrażam sobie zmywać np. tuszu tylko żelem, dlatego najpierw przecieram twarz płatkami kosmetycznymi nasączonymi micelem, obecnie używam produktu z tej samej serii z L'Oreal co żel. Dopiero potem myję twarz żelem, czasem używam w tym celu szczoteczki.


Produkt dobrze radzi sobie z pozostałościami po makijażu, choć nie wiem, czy poradziłby sobie ze zmyciem go w całości bez wcześniejszego użycia płynu. Dobrze też sprawdza się rano do przemycia twarzy. Wystarczy niewielka ilość, aby ją umyć, a co za tym idzie produkt jest wydajny. Ma konsystencję lekko kremową, stąd chyba nazwa produktu: żel-krem. Żel przeznaczony jest do skóry suchej i wrażliwej, ja posiadam tłustą, ale również dobrze się spisuje. Twarz po umyciu jest odświeżona, gładka i przede wszystkim nie lepi się, namiar sebum jest usunięte. Lubię go stosować zaraz przed nakładaniem kremu i makijażu, wtedy wiem, że skóra będzie czysta i nie będzie się świecić. Żel nie wysusza skóry, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jedyny minus jaki zauważyłam, choć nie każdemu będzie to przeszkadzać, to zapach. Nie jest oczywiście mocny, ale lekko wyczuwalny i choć według producenta produkt jest bez zapachu jednak ja go wyczuwam i troszkę mi przeszkadza po nałożeniu na twarz. Jednak po zmyciu produktu już nie czuję, także to raczej taki malutki minusik. Produkt kosztuje około 14-15zł.



Podsumowując, godny polecenia kosmetyk, który zarówno sprawdzi się wieczorem do zmycia pozostałości z makijażu, jak i rano do odświeżenia twarzy. Polecam!

środa, 9 lipca 2014

Przegląd miesiąca (czerwiec)

Ulubieńcy kosmetyczni czerwca już są na blogu, dlatego dziś przychodzę do Was z przeglądem miesiąca. Tradycyjnie znajdzie się tutaj książka, którą polecam, film, muzyka i jeszcze kilka innych rzeczy. Zapraszam dalej.

1. Przeczytana książka
Książką, którą ostatnio przeczytałam i bardzo mi się spodobała jest "Najdłuższa podróż" N.Sparksa. Na początku wydawała się prosta i troszkę nudna, natomiast później wreszcie coś zaczęło się dziać i  bardzo mnie wciągnęła. W książce równolegle toczą się dwie historie. Jedna opowiada o starszym mężczyźnie, który uległ wypadkowi samochodowemu i został uwięziony we wraku, natomiast w drugiej poznajemy Sophię, młodą dziewczynę, studentkę historii sztuki, która niedawno rozstała się z chłopakiem. Na pozór dwie różne historie, które połączą się w niespodziewanym momencie.

(źródło zdjęcia: merlin.pl)

2. Obejrzany film
W tym miesiącu obejrzałam kilka filmów, ale w tym poście wspomnę  o dwóch. Pierwszy z nich "Ostatnie wakacje" opowiada o kobiecie, która dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora i postanawia zrealizować swoje marzenia w tym ostatnim czasie i cieszyć się życiem do końca.
Drugi film, to film Pedro Almodovara "Skóra, w której żyję". Ciekawy, zaskakujący, trzymający w napięciu film opowiadający o losach pewnego chirurga plastycznego, który pracuje nad stworzeniem skóry, która będzie odporna na wszelkiego rodzaju czynniki zewnętrzne. Eksperymentuje na pewnym człowieku... Jeszcze po obejrzeniu filmu, miałam jego obraz w głowie, trochę dziwny, dający do myślenia. Również polecam.

(źródło zdjęć: filmweb.pl)
3. Piosenka, którą słuchałam najczęściej
Dwie piosenki, które bardzo często rozbrzmiewały w głośnikach czy słuchawkach to "Stolen Dance" (Milky Chance) oraz "Am I Wrong" (Nico&Vinz).




4.  Wydarzenie
W przerwie między nauką jednego przedmiotu a drugiego grilowaliśmy, uwielbiam ten klimat, odpoczynek i pyszny chleb przypiekany ;). Oczywiście kiełbaski też. To chyba jedyne wydarzenie czerwca, ponieważ na imprezy i tym podobne zwyczajnie nie było czasu.

5. Ulubione jedzenie
I tutaj nie będzie zaskoczenia, jeśli powiem, że były to truskawki. Ulubiony owoc latem, który jem zarówno solo, jak i w koktajlach, z makaronem czy w naleśnikach. Pyszne! :)


Kategorii niestety jest mało, ponieważ cały czerwiec przeznaczyłam na naukę i nie miałam za dużo czasu dla siebie. Mam nadzieję, że przegląd lipca będzie ciekawszy, zważywszy na to, iż mam już wakacje. Wreszcie! :)
Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...